
Spider-Noir jest przyjemnie hermetyczny a przy tym prosty w formule co wychodzi mu w sumie tylko na dobre. Gra Nicolasa jak to gra Nicolasa. Kwadratowa i z grubsza wynaturzona ale spoko… pasuje do klimatu. Można powiedzieć, że to taki 'ficzer’ tego obrazu. Może i trochę krindżowy ale pełnowymiarowo pasuje do roli. Fabuła jest przedstawiona w sposób komiksowy (no shit sherlock;) i to taki raczej… vintage’owy.
Co by nie mówić, jest to ciekawe podejście do tematu. Czy finalnie porywa? No nie zawsze. Momentami trochę przynudza i ogółem jest to swoisty pastisz filmów o super bohaterach ale może dlatego ma jakiś tam urok a już na pewno więcej niż kolejne filmy o licealiście co nie może trafić do domu. Choć zabawnym było nawiązanie jak naćpany lekami Cage rzuca kwestię „ja tylko chcę wrócić do domu”… Tak czy inaczej „Spider-Noir” to miła odmiana od Marvel’owskiej papki jaką nas dotąd karmiono, która nie dość że była rozgotowana to jeszcze długo po terminie ważności. Wizualnie siedzi ten obraz bardzo zacnie. Ładny cz-b jest dla fotografa zawsze w cenie a tu i kontrast i odcień bardzo ładnie się zgrywa. Do tego szerokie ujęcia z bliska i przekrzywione kadry, niejednokrotnie sprawiają wrażenie komiksowych. Bardzo zmyślny, alternatywny serial o Panie Pająku.
Spider-Noir jest niczym styl walki pijanego mistrza. Zatacza się i przewraca ale ostatecznie gromi przeciwników bez większego problemu. Robi to ze specyficzną gracją ale ostatecznie budzi sympatię i zainteresowanie.
