Nobody Wants To Die

Nobody Wants To Die to pierwszoosobowy kryminał detektywistyczny osadzony w retro-futurystycznym Nowym Jorku dalekiej przyszłości w stylistyce Art Deco. Myślę, że sam zamysł, mimo że dość sztampowy – zwiastuje super ciekawą stylistykę. Tym bardziej, że oprawa audio-wizualna tej gry naprawdę trzyma poziom.

Grafika ma niemalże foto-realistyczne momenty. Oglądanie przedmiotów w zbliżeniu przyprawia niejednokrotnie o potakujące kiwanie głową. NWTD to gra mocno nastawiona na narrację i prezentuje jakąś tam historię, która w założeniu ma być głębsza niż w rzeczywistości. Ogółem nie mam do niej większych pretensji. Jest filmowa i oferuje pomniejsze zwroty. Czy się spodoba to już pojęcie subiektywne. Gra jest totalnie liniowa co dla mnie jest miłą odmianą po wielu grach z otwartym światem, gdzie goni nas jeden side quest za drugim. Okazuje się, że takie gry nadal mają rację bytu. Poza tym jest to gra wyjątkowo zwarta i dość krótka. Podobnie jak Indika – można ją skończyć w jakieś 4-5h ale przy tego typu scenariuszu jakoś nie widzę by siedzieć nad nią 10 czy 15 godzin.

Główne zastrzeżenie mam do sposobu rozgrywki, która na wstępie jest dość ciekawa i jak dla mnie – nietypowa (nie jestem weteranem przygodówek). Badanie sceny zbrodni jest rozwiązane dość sprytnie i angażująco ale z czasem może być dość uciążliwe. Poza tym jesteśmy prowadzeni za rękę niczym małe dziecko: kliknij tu, zagraj w mini gierkę, kliknij tam – użyj x-raya i prześledź trajektorię a potem uv żeby zbadać krew na podłodze. Na każdej scenie jest podobnie i nie ma miejsca na improwizację. Trzeba zrobić wszystko krok po kroku więc może się znudzić. Finalnie, jestem zadowolony z doświadczenia Nobody Wants To Die. Poczułem klimat neo-noir. Na plus możliwość różnych wyborów i 2 różnych zakończeń gry. Myślę, że będę kontynuował poszukiwania takich liniowych gier na jeden wieczór aby na szybko skoczyć w inną czasoprzestrzeń.