Indika

O tym tytule czytałem jak tylko wyszedł (2024) więc żeby nie było, byłem w pewnym sensie przygotowany na „nieoczywiste”. Na moment premiery wydawało mi się, że cena jest dość wysoka jak za grę, którą można skończyć w około 5h. Obecnie da się go wyrwać za naprawdę śmieszne pieniądze więc postanowiłem wkroczyć w świat „poszukującej klasztornej”. Z drugiej strony, ceny gier, zważając na to jakich nakładów pracy i czasu wymagają, są tylko subiektywnie wysokie ale do rzeczy.

„Indika” to imię zakonnicy, która wyrusza z misją w surowy, zimowy świat. Misją dostarczenia listu, która staje się czymś więcej po drodze (spoiler free). Tempo tej gry nie należy do szybkich. Przypomina trochę The Invincible lecz bardziej hermetyczny. Wymaga chęci wejścia w klimat, który swoją drogą jest dość gęsty (szczególnie na początku). Potem trochę się rozłazi aby na koniec z wyczuciem, zwieńczyć historię. Gra sama w sobie, posiada swoiste alter-ego. Są to retrospekcyjne 8-bitowe mini gierki. Bardzo dziwne (jakkolwiek nieoczywista gra to była) i im dłużej o tym myślę, tym bardziej mi się ten pomysł nie podoba. W trakcie przechodzenia było to na zasadzie ciekawostki ale im dalej w las tym więcej drzew czyli w tym wypadku – mieszanych odczuć. Do tego stopnia, że w ogóle bym się ich pozbył z tej gry bo miało być artystycznie a wyszło dziwacznie.

Chciałbym dodać, że gra ma oferować większą głębie i dylematy moralne w drodze do abstrakcyjnego celu, lecz nie do końca jej się to udaje. Tematy wiary i religii są liźnięte ale powierzchownie i finalnie nie czułem się rozjechany tak mocno jak na to liczyłem. Narrator próbuje tam ratować sytuacje ale życzyłbym sobie aby przy tak stonowanej grze, problemy ludzkiej natury i podejścia do wiary zadusiły mnie swoim ogromem. Tymczasem musiałem skakać przez staw po żabich głowach, żeby dostać się na drugą stronę. RIP. Mając na uwadze specyfikę tego „symulatora chodzenia zakonnicą” (spłycając do bólu) miałem wysokie oczekiwania względem ambicji tej gry. Momentami jednak, tak kiepskie zbalansowanie łamigłówek przestaw/wciśnij względem budowania atmosfery, skutecznie zbiło mnie z tropu. Po prostu czasem były one zbyt natrętne zamiast egzystować jako część otoczenia i naturalnego ciągu podróży. Zakończenie za to nabiera filmowego rozpędu i próbuje w ciekawy sposób wyrysować pewne założenia ale też nie jestem przekonany czy się udaje. Jest okej ale myślę, że można było na wiele sposobów pociągnąć to kawałek dalej aby dodać jakąś „wisienkę na torcie”. Na plus zaliczam metaforyczny system levelowania postaci, który pozornie jest bezużyteczny ale zapala pewną lampkę odnośnie zinstytucjonalizowania religii lub/oraz kpi z wszechobecnych systemów w grach. Może być dla was także metaforą czegoś zupełnie innego w odniesieniu do tematu tej gry. To właśnie metaforyczność jest największą zaletą Indiki. Sposobów interpretacji jest wiele i może właśnie dlatego mamy do czynienia z czymś więcej niż tylko grą? Polecam sprawdzić na własnej skórze.