A Knight of the Seven Kingdoms (2026)

Wcielając w życie nowe postanowienie (nie noworoczne) – udało mi się odczekać i obejrzeć serial z uniwersum GOT dopiero po premierze całości na HBO. Co prawda książki R.R. mnie trochę przerażają ale serialowe uniwersum łykam bez popitki. W „Rycerza…” wchodzi się dość gładko. Historia buduje się powolnie i trochę mozolnie ale potem sprawy obierają nieoczekiwany obrót. Na pierwszy rzut oka zwrot akcji wydaje się naiwny, ale działa – i ostatecznie broni się w kontekście całości.

Serial nie emanuje patosem. Nie jest przerysowany czy przesadzony. To wręcz skrajny realizm – czuć błoto, pot i brud pod paznokciami. W skrócie: prosty chłop (prawdopodobnie rycerz;), który ma marzenie – dostaje rozgłos o który niekoniecznie zabiegał a stan rycerski w czasach Targaryenów nie był łatwy i przyjemny. Serial opiera się na ciekawym duecie. Towarzysz „Jajo” robi robotę, znacząco podnosząc jakość interakcji międzyludzkich. Wnosi też niebagatelny wkład „komediowy” ale z wyczuciem i smakiem. Jak się potem okazuje – uzasadnionym.

Im dłużej się nad tym zastanawiam, tym ciężej mi się do czegoś przyczepić. Może grande finale jest nieco podkoloryzowane ale opatrzenie go zabiegiem retrospekcji pozwala wybaczyć pewne „niedorozwinięcie” scenariuszowe. Fabuła jest poprowadzona w sposób jakościowy. Nie inaczej zdjęcia. Plany są szczegółowe i urozmaicone. Świetnym posunięciem jest fakt, że do samego końca nie zdajemy sobie sprawy czy Dunk faktycznie, jest wprawionym wojem czy jedynie impersonifikuje takiego.

Bardzo udany serial. Krótki, konkretny (6 odcinków po ~30 minut), nie męczy buły i szeroko otwiera się na sezon 2. Spokojnie może podejść nawet osobom spoza uniwersum.