S.
-

The Penguin (Serial 2024)
„The Penguin” to serial, który wciąga widza w mroczne, brutalne ulice Gotham, gdzie walka toczy się nie między dobrem a złem, lecz między złem a czymś jeszcze gorszym. Postacie z początku wydawały mi się nieco przerysowane ale bardzo szybko nabierają realistycznych barw.
Colin Farrell to jeden z największych atutów „Pingwina”. W jego fenomenalnej interpretacji Oswald Cobb staje się postacią wielowymiarową – z jednej strony budzi grozę jako bezwzględny gangster, a z drugiej fascynuje błyskotliwością i zaskakującą wrażliwością. Farrell doskonale oddaje wewnętrzne rozdarcie bohatera, czyniąc go nie tylko antagonistą, ale i ofiarą bezlitosnego świata, w którym przyszło mu żyć.
Twórcom udało się stworzyć wyjątkowy klimat Gotham – mroczny, brudny, duszny i pełen niepokoju. Miasto jest niemal odrębnym bohaterem serialu, nadając fabule odpowiednią surowość i intensywność. Realizm budowany jest tu przez bezpośredniość, a scenariusz nie unika dosadnych scen, które tylko podkreślają brutalność rzeczywistości bohaterów. Gotham odbiega od komiksowego nastroju stojąc twardo na ziemi od samego początku. Jest to wręcz jego najbardziej realistyczna inkarnacja.
„The Penguin” to produkcja błyskotliwa i pobudzająca, wymagająca skupienia i refleksji. To serial, który – mimo ciężkiego klimatu i dobitnych obrazów – potrafi zaskoczyć głębią emocji oraz portretem moralnie upadłego świata. Dla fanów historii osadzonych w uniwersum Batmana to pozycja obowiązkowa, która pozostawia (nie)przyjemny „posmak w ustach”. Cudo.
(więcej…) -

The Invincible
„The Invincible” to bardzo udana adaptacja prozy Stanisława Lema. Jest bardzo wieloznaczna jak wspomniany „Niezwyciężony”. Co prawda odstaje nieco od książki ale bardzo zgrabnie wprowadza atmosferę tajemniczości, grozy i ciekawości. Wizualnie wszystko się tu zgadza i doskonale koresponduje. Regis III to kolorowa planeta pełna nietypowych zjawisk i zróżnicowanego terenu. Gra to raczej interaktywna przygoda. Nie ma tu walki, strzelania czy innych 'typowych’ rzeczy. Mamy za to dużo dialogów i eksploracji i jest to zdecydowanie miła odmiana. Od naszych wyborów zależy rozwój wydarzeń a zakończeń jest kilka.
Wspaniały skok w klimat vintage sci-fi. Walking sim wysokiej jakości z filmowym sznytem. Zakończenia pozostawiają pewien niedosyt ale może są też szansą na kolejną podróż…
(więcej…) -

Conclave (2024)
Relacja intymna z kościołem…
Bardzo aktorski dramat z kościołem w tle. Doskonale odegrany – niemalże intymnie. Ralph Fiennes przechodzi samego siebie wątpiąc i zastanawiając się nad sensem swojego udziału… Film metaforyczny i jednocześnie bardzo dosłownie ukazujący problemy kościoła. Momentami może zbyt dosłownie ale finalnie, wszystko zrealizowane jest z rozmysłem. Końcowy zwrot akcji jest w niemalże teatralnym stylu a grande finale zaskakuje. Pozytywnie, oczywiście.
Osobny rozdział należy się sztukom audio-wizualnym w „Conclave”. Zdjęcia Stéphane Fontaine są bardzo czyste i wyraziste. Są naturalne i jednocześnie każde ujęcie można z powodzeniem zatrzymać w stop klatce. Doskonała jakość w bardzo klimatycznej estetyce. Całość jest doskonale spasowana z muzyką Volkera Bertelmanna. Minimalistyczne orkiestracje robią tu przeogromną robotę na spółkę ze wspomnianymi zdjęciami. Z powodzeniem mogę je zaliczyć do tegorocznej topki wraz z „The Substance” i „Longlegs”. „Conclave” to filmowa „koronkowa robota”. Dopracowana i szczegółowa. Ocierająca się o artyzm. Mimo pewnych przerysowań – bardzo jakościowe kino.
(więcej…) -

Heretic (2024)
Well… Był pomysł aby obsadzić Hugh Granta w roli złola mózgowca, który „chciałby porozmawiać o religii”. Pomyśl się udał bo Hugh jest świetny. Ba, nawet odwiedzające go misjonarki, odnajdują się w swojej roli. Aktorsko – wszystko się zgadza. Jednakże obiecujący film, finalnie nie ma zbyt wiele do zaoferowania. Duży nacisk położono na skrzętnie napisane dialogi. Są one wartością dodatnią. Sama akcja natomiast jest jakąś parafrazą horroru psychologicznego, który nie trzyma w napięciu ani nie wywołuje żadnych mrocznych emocji. Sam początek jest intrygujący gdyż jesteśmy ciekawi jak Mr. Reed rozegra swoją grę aczkolwiek bardzo szybko okazuje się ona bardzo nieudolną. „Labirynt” którym film był reklamowany też nie jest tym czym się wydaje.
Ogólnie jestem rozczarowany. Błyskotliwy zamysł, dobre aktorstwo i nijakie rozwinięcie, które pozostawia jeszcze nadzieję. Grande finale jest już jednak poruszająco zwyczajne ale nie chcę zdradzać szczegółów. Szkoda bo ambitnie i klimatycznie ale zakończenie totalnie rozczarowuje. Czy nikt nie ogląda tych filmów po zmontowaniu? Propsy za próbę odczarowania Granta.
(więcej…) -

Fall (2022)
Podchodząc do „Fall” doskonale wiedziałem na co się piszę i nie byłem zaskoczony. Ten film w 100% był taki jak się spodziewałem. Ckliwy i przewidywalny początek. Cringe’owy wstęp do przygody, potem film właściwy i ponownie ckliwy koniec. Poza 'filmem właściwym’ nie ma tu nic autentycznego czy wiarygodnego. Esencja zawiera się w samej wyprawie na szczyt masztu telewizyjnego. Muszę przyznać, że momentami pociłem się bardziej niż podczas niejednego horroru. Nie mam może lęku wysokości ale idea obcowania z taką przestrzenią i utknięciu na takiej wysokości bez możliwości zejścia – może budzić pewne fobie i lęki. Tym bardziej iż jest to wąski, pionowy maszt a nie masyw górski. 'Film właściwy’ jest wciągający i pomysłowy. Solidnie zrealizowane zdjęcia dzięki którym nie mamy aż takiego uczucia negacji i niedowierzania. Jest też ciekawy twist więc win = win.
„Fall” to film ze wszechmiar przeciętny ale jeśli ktoś lubi się bać i pragnie odmiany od 'strasznych filmów’ to ten obraz zagląda w inne zakamarki naszej duszy. Ja na nowo odkrywam pasję do kina grozy więc lubię czasem zboczyć z oczywistego kursu.
(więcej…) -

Terrifier (2016-2024)
Obejrzenie 3 części w ciągu trzech dni może trochę zryć głowę szczególnie kiedy człowiek się nie spodziewa, że to taki totalny gore w klimatach horrorów klasy B 😉
Zaczynając od 1 części, która jest dość prymitywna nawet jak na 2016 rok aż do „wyrafinowanego” gore slashera w części 3. Cześć druga jest jakoś pomiędzy. Klimatem przypomina horrory lat 90. Dorzućmy do tego muzykę syntezatorową i wszystko się zgadza (vibe Freddy Kruegera). Niektóre sceny potrafią zaskoczyć swoją brutalnością (scena w sypialni może zaskoczyć). Mimo wszystko, dwójka mi się trochę dłużyła. Trójka za to przeleciała bardzo szybko i płynnie. Udowadnia, że twórcy nie mają hamulców i zrobią wszystko co sobie wymyślą (włącznie z wysadzaniem i siekaniem małoletnich). Nie powiem, że nie byłem czasem wstrząśnięty ich pomysłowością. Kedy podejdzie się do tematu z dystansem to można Teriffiera rozpatrywać w kategorii niemalże eksperymentu społecznego.
Finalnie mam mieszane uczucia. Kino rozrywkowe? Może trochę. Czasem bezmyślne a czasem wręcz groteskowe. Niemniej zaskakujące jest, że Terrifier trafił do mainstreamu. Z punktu widzenia kreacji postaci to demoniczny Art jest przemyślany i trzyma poziom. Czekam na część 4 bo zdaje się że czeka nas wizyta w piekle 😉
(więcej…)




