SF | Odc. 1

„Szorty filmowe” to zbiór krótkich wrażeń, niedopowiedzianych ocen i emocji jeszcze ciepłych po napisach końcowych. Bez długich analiz – raczej błysk, impuls, czasem zachwyt, czasem zgrzyt…Subiektywnie.

Odcinek 1 a w nim…

Przeintelektualizowana, wydumana wizja ameryko-centrycznego świata. Przestarzały koncept zrealizowany w archaiczny sposób. Próbuje zaskakiwać elokwencją a zaskakuje nudą i sterylnością. Być może to przez „starodawny” sposób w jaki Coppola chciał zrealizować Megalopolis ale finalnie naszym oczom ukazuje się wtórna nijakość. Plany zdają się składać z poukładanych rekwizytów, nawet kiedy robią za bałagan. Brak tu autentyczności. Tak samo sterylna jest gra aktorska i choć jeszcze Nathalie Emmanuel przyjemnie się ogląda w tym wydaniu to Adam Driver jest kompletnie beznamiętny. Nie jestem jego fanem tak ogólnie ale nie skreślam go jako aktora. W tym wypadku jednak zdaje się grać jakby sam miał przeświadczenie, że ten film to nieporozumienie. Wiele tłumaczy fakt, że Coppola nosił ten obraz w sobie już od lat 80 i od zawsze marzył o jego nakręceniu. Mimo, że zmieniał on swoją formę i wizję niejednokrotnie to Megalopolis zdaje się tkwić w głębokiej przeszłości. Miało być opus magnum a wyszło pessimum opus. Niech to będzie lekcja… 😉 ps. trailer nie zwiastuje takiej klęski.

No proszę – cóż za esencjonalna robota w starym stylu. Road House to remake Wykidajło z 89 roku. Osadzony w nowszych realiach, oferuje niezłą odskocznię od rzeczywistości. Czuć, że sposób budowania akcji jest zaczerpnięty rodem z tamtych czasów. Przyjeżdża bohater do miasta i stawia się całej armii bandziorów i skorumpowanej policji. Nostalgia hits hard. Film wchodzi lekko choć nie zawsze przyjemnie bo niektóre sceny walk są dość brutalne. Wymaksowany Jake Gyllenhaal ze swoją ładna buźką i stoickim spokojem sprawia, że od początku mamy wrażenie, że wszystko będzie dobrze. Możemy być spokojni o rozwój wydarzeń nawet kiedy do akcji wkracza Knox czyli Connor McGregor… Muszę przyznać, że świetnie się go oglądało w roli takiego nieokrzesanego szaleńca. Road House jak i oryginał to typowy film akcji jakich kiedyś powstawało na pęczki. „Niczego nie oczekuj i nie miej żadnych pragnień” a będziesz kontent.

Wes Anderson w natarciu! W Układzie Fenickim, reżyser przechodzi sam siebie. Pomijając już ciekawie w swej abstrakcyjności, poprowadzony scenariusz to prawdopodobnie są to najlepsze zdjęcia w jego wydaniu jakie widziałem! Co tam się dzieje na tych planach to ja nawet nie… Koronkowa robota. Masa szczegółów, utkanych kadrów. Eleganckie ruchy kamery. Wielorakie rzuty na jedną scenę. Bogactwo! Fabuła? Anderson-sceptycy raczej zdania nie zmienią. To jest totalnie typowy dla niego film. Niczym Grand Budapest Hotel czy Asteroid City – płynie przez bezkres fantazyjnej i wybujałej opowieści. Klimat jest nieco bardziej „intymny” niż w nieco rozlazłym Asteroid. Dialogi są zwięzłe a rozwój akcji nieustannie postępujący. To czysta esencja autorskiego kina, w którym forma nie tylko wspiera treść, ale wręcz staje się jej głównym bohaterem. Anderson po raz kolejny udowadnia, że w świecie pełnym wizualnej powtarzalności, on wciąż dysponuje unikalnym podejściem do tematu tworzenia. Jego filmy to wizualny majstersztyk i mokry sen fotografa.

Jakże szokująco niskich lotów rozrywka to jest. Jakby ta seria ogółem daleka jest od ambitnej ale to co się dzieje w „Trójce” woła o pomstę do nieba. Zderzenie z Venom 3 przypomniało mi kino typu „Transformers”. Tak samo płytkie i kulawe narracyjnie a do tego żenujące. Film pełen luk logicznych i abstrakcyjnych wynaturzeń. Przybywają obcy aby zabić innych obcych, którzy ukrywają się na Ziemi (gdzieś, ktoś, coś? Kodex ≠ AllSpark?). Klasyczny MacGuffin na pełnej. Poza tym jest tu cała masa „komediowych” scenek, które są zwyczajnie nie śmieszne. Panie Hardy, co poszło nie tak 😉 Bezpowrotnie stracone prawie 2 godziny z życia a ja naprawdę nie jestem wybredny jeśli chodzi o „kino rozrywkowe”. Trochę szkoda, że nie doczekaliśmy się dobrej jakościowo trylogii a Venom z fajnego złola zrobił się słabym śmieszkiem. Typowa, Marvelowska wywrotka i w obecnych czasach już nie dziwi. Dołącza do grona takich filmów jak Kraven czy Morbius…